Fashion&Tradition - relacja z pobytu we Włoszech

Południe Włoch, a dokładnie Calabria to doskonałe miejsce na wyjazd w grudniu, zwłaszcza, gdy u nas zima śniegiem i mrozem sparaliżowała niemal całą Polskę. Tam zaś 20 stopni, sporo słońca i zieleń, może nie tak soczysta jak wiosną, ale zawsze. W takich okolicznościach przyrody uczniowie naszego gimnazjum w osobach; Honorata Kośka z klasy 3a, Tina Iroco z 3b i Łukasz Wasilewski z 2b spędzili trzy dni, uczestnicząc w kolejnym spotkaniu szkół europejskich, biorących udział w programie Comenius „Fashion&Tradition”.

Nim jednak zobaczyliśmy lazur włoskiego nieba i poczuli śródziemnomorską bryzę, przeżyliśmy horror na polskiej ziemi. Wylot, zaplanowany na 4 grudnia na godzinę 13, nie odbył się. Potężna śnieżyca sparaliżowała nie tylko całą stolicę, ale i pół Polski. Siedzieliśmy już na pokładzie samolotu linii AlItalia, czekając i po cichu błagając o szybki i pomyślny start, który nie następował. Po 4 godzinach krążenia po płycie lotniska i trzymaniu pasażerów w napięciu, załoga wypuściła nas przed godziną 18, gwarantując jednak pobyt w hotelu Wiktoria. Nim jednak tam dotarliśmy, okazało się, że odbiór bagażu z taśmy graniczy z cudem. Zima jak zwykle „zaskoczyła” wszystkich, obsługę lotniska także. Jako że odwołano po południu wszystkie loty hala odbioru bagażu zapełniła się masą ludzką i już nikt nie wiedział, gdzie trafi jego bagaż. Możecie tylko wyobrazić sobie naszą irytację (choć to delikatne słowo w tych okolicznościach), gdy po kolejnych 4 godzinach siedzenia na hali, gdzie nie ma żadnej gastronomii, taśma „wypluła” wreszcie nasze bagaże. A była godzina 21.30! Hura pomyśleliśmy, teraz szybko do hotelu! Żadne jednak szybko. Półtorej godziny wiózł nas autokar z lotniska do Wiktorii, Niektórzy zdążyli się w tym czasie wyspać. W końcu ok 24.00 po całkiem dobrej kolacji, usnęliśmy znękani tym dniem, nie mając pewności, że następny będzie lepszy, bo aura na to nie wskazywała.
Ostatecznie odlecieliśmy – dobę później, o 13.00 we wtorek. Całe szczęście, że prezentacje rozpoczynały się we środę. Na lotnisku w Rzymie spotkaliśmy grupy z Grecji i Hiszpanii. Potem kolejny lot do Lamencja Terma, a potem taxi do Vibo Valentia. I byliśmy na miejscu.
Tematem spotkania we Włoszech były subkultury młodzieżowe i kultura regionalna. Przygotowaliśmy występ w rytmie hip-hopu, prezentując modę tego stylu, muzykę i taniec. Zaś polską kulturę regionalną reprezentował folklor góralski, gdzie nasza trójka w scence rodzajowej próbowała oddać temperament ludzi Tatr. Ale to występy miały miejsce dopiero drugiego dnia.
We środę zwiedziliśmy techniczną szkołę średnią, która nas gościła. Tam szkoły zaprezentował pokazy slajdów na temat swoich szkół, miast, regionów i państw, a także subkultur młodzieżowych obecnych i przeszłych. Ciekawą integrującą prezentację miała najliczniejsza 6-osobowa grupa z Grecji. Ciekawy był też pokaz Turków, którzy jednak nieco opatrznie zrozumieli pojęcie subkultury i zaprezentowali kulturę Cyganów tureckich.
Tego dnia po obiedzie przygotowanym dla nauczycieli w szkole, a dla uczniów w wybranych rodzinach włoskich, pojechaliśmy do starej części miasta, do „palacjo” – renesansowego pałacu, oddanego na użytek publiczny, w którym odbywają się ważniejsze imprezy kameralne w Vibo Valentia. Musieliśmy zapoznać się z układem przestrzeni przed czwartkowym występem i przetrenować bez kostiumów swoje występy.
Czwartek już od rana w „palacjo” przebieranie i próby. Na pokaz zaproszono ważnych urzędników miasta, lokalne i regionalne media. Szykowała się więc niezła impreza. Gospodarze – uczennice włoskiej szkoły rozpoczęły występ niezwykle bogatym pokazem mody włoskiej – historycznej, współczesnej, ślubnej. Uczennice szkoły średniej doskonale sprawdziły się w roli modelek.
Potem występowali uczniowie innych krajów. Szczególnie podobał się regionalny taniec Greków i nasz występ. Dwóch chłopców z Anglii w ogóle zrezygnowało z pokazu. Na zakończenie pokazów wystąpiły z tańcem ogromne kukły – regionalny włoski zwyczaj.
Po południu odetchnęliśmy już, bo cel naszej wyprawy został osiągnięty i byliśmy zadowoleni z naszej prezentacji. Po południu zwiedzaliśmy miasto, zamek średniowieczny, podziwialiśmy niezwykłe widoki z jego murów. Wieczorem był czas na zakupy, apotem na klub karaoke. Tam dopiero nastąpiła pełna integracja, zwłaszcza młodzieży.
Ostatniego dnia w piątek Włosi pokazali nam okoliczne turystyczne miejsc owości, Pizzo, Tropeę i ich zabytki. Byliśmy w „castello” - ruinach zamku, gdzie więziono bratanka Napoleona (Pizzo), widzieliśmy grotę, wyrzeźbioną w nadmorskich skałach na cześć Marii Panny przez cudownie ocalałych marynarzy.
A wieczorem pożegnanie i pobudka o 4.00 rano, bo o 7.00 lecieliśmy już do Rzymu. Szczęśliwie i w blasku zimowego słońca wylądowaliśmy w południe w Warszawie.

Uczestniczka

 



 

Galeria - Fashion&Tradition - Włochy 2010